Jak robić coś, co się kocha
19 min read

Jak robić coś, co się kocha

Tekst traktuje o wyborze ścieżki zawodowej w życiu. Obserwacje, sugestie, omówienie pułapek, metody postępowania w drodze do znalezienia tej jednej rzeczy, którą kochamy robić.

Oryginalny tekst, w języku angielskim, napisany przez Paul'a Graham'a,
dostępny pod adresem: http://www.paulgraham.com/love.html


Żeby robić coś dobrze, trzeba to lubić. Ta myśl nie jest specjalnie nowatorska. Sprowadza się do czterech słów: „rób to, co kochasz”. Ale nie wystarczy, że to komuś po prostu powiemy. Robienie tego, co się kocha, to złożona sprawa.

Sama ta myśl jest bardzo odległa od tego, czego uczymy się jako dzieci. Kiedy byłem mały, wydawało mi się, że praca i zabawa to z definicji przeciwieństwa. Życie mogło mieć dwa stany: przez pewną część czasu dorośli kazali człowiekowi robić różne rzeczy - i to nazywało się pracą, natomiast przez resztę czasu można było robić to, co się chciało - i to była zabawa. Czasami to, co kazali robić dorośli, było fajne, podobnie jak zdarzało się, że zabawa nie była fajna — na przykład kiedy ktoś upadł i zrobił sobie krzywdę. Ale z wyjątkiem tych kilku nietypowych przypadków było jasne, że praca - to coś niefajnego.

I to raczej nie przez przypadek. Rozumiało się samo przez się, że szkoła jest nudna właśnie dlatego, że przygotowuje do dorosłej pracy.

Świat był wtedy podzielony na dwie grupy: dorosłych i dzieci. Dorośli, jak jakaś przeklęta rasa, musieli pracować. Dzieci nie musiały, ale za to musiały chodzić do szkoły: „rozcieńczonej” wersji pracy, która miała być przygotowaniem do prawdziwej pracy. Nie ważne jak bardzo nie lubiliśmy szkoły jako dzieci - dorośli byli zgodni, że dorosła praca jest gorsza i że my, dzieci, mamy lekkie życie.

W szczególności wszyscy nauczyciele zdawali się sądzić, choć nie mówili tego wprost, że praca to nic fajnego. Nie ma co się dziwić: dla większości z nich praca nie była czymś fajnym. Dlaczego musieliśmy zapamiętywać stolice państw, zamiast grać w zbijanego? Z tego samego powodu, dla którego oni musieli pilnować bandy dzieciaków, zamiast leżeć na plaży. Nie można było po prostu robić tego, co się chce.

Nie uważam, że powinno się pozwolić małym dzieciom robić to, na co mają ochotę. Możliwe, że trzeba je przymuszać do pewnych rodzajów pracy. Ale skoro zmuszamy dzieci, żeby wykonywały jakąś nudną pracę, to pewnie byłoby dobrze powiedzieć im, że nuda nie jest charakterystyczną cechą pracy, a nawet, że właśnie dlatego muszą teraz popracować nad czymś nudnym, żeby później mogły robić coś ciekawszego. [1]

Zapamiętałem to właśnie dlatego, że wydało mi się to takie nienormalne. To było tak, jakby ktoś mi powiedział, że woda jest sucha. Nie jestem pewien, jak wtedy zrozumiałem jego słowa, ale w każdym razie na pewno nie przyszło mi do głowy, że zdaniem taty praca może być naprawdę fajna – to znaczy tak samo fajna, jak zabawa. Dojście do tego zajęło mi wiele lat.

Praca

Kiedy byłem w liceum, perspektywa faktycznego pójścia do pracy była już na horyzoncie. Dorośli czasem zagadywali do nas o swojej pracy, bywało też, że szliśmy zobaczyć, jak pracują. Wszyscy myśleliśmy, że lubią to, co robią. Z perspektywy czasu myślę, że tylko jeden z nich naprawdę lubił swoją pracę: pilot prywatnego odrzutowca. Ale ten, który był kierownikiem banku – raczej wątpię.

Głównym powodem, dla którego wszyscy oni zachowywali się tak, jakby lubili swoją pracę, była prawdopodobnie konwencja wyższej klasy średniej, zgodnie z którą tak wypada. Ktoś, kto powiedziałby, że nie cierpi swojej roboty, nie tylko mógłby zaszkodzić swojej karierze, ale też popełniłby towarzyskie faux-pas.

Dlaczego powszechnie przyjęte jest udawać, że lubi się swoją pracę? Wyjaśnienie jest zawarte w pierwszym zdaniu tego eseju. Skoro trzeba coś lubić, żeby to robić dobrze, to wszyscy ci, którzy odnoszą największe sukcesy, na pewno lubią swoją pracę. To stąd bierze się ta tradycja wyższej klasy średniej. Podobnie jak domy w całych Stanach Zjednoczonych pełne są krzeseł będących imitacjami do entej potęgi krzeseł zaprojektowanych 250 lat temu dla francuskich królów (choć ich właściciele nawet o tym nie wiedzą), konwencjonalne postawy wobec pracy również są imitacją do entej potęgi postaw ludzi, którzy dokonali wielkich rzeczy – również bez świadomości przyjmujących te postawy je osób.

Doskonały przepis na to, żeby skrzywić swoje patrzenie na to czym powinna być praca. Osiągając wiek, w którym człowiek zastanawia się, co chciałby robić w życiu, większość dzieci ma już wyrobione całkowicie mylne przekonanie co do tego, czy można kochać swoją pracę. Szkoła przygotowała ich do traktowania pracy jako nieprzyjemnego obowiązku. Mówi się, że praca zawodowa jest jeszcze bardziej uciążliwa niż nauka szkolna. A jednak wszyscy dorośli twierdzą, że lubią to, co robią. Nie ma co się dziwić, że dzieci myślą sobie „Nie jestem taki jak oni, nie pasuję do tego świata”.

W gruncie rzeczy, dzieciom opowiada się trzy kłamstwa: to, co szkoła nauczyła je uznawać za pracę - nie jest prawdziwą pracą, praca dorosłych - nie jest gorsza niż nauka szkolna (a przynajmniej niekoniecznie), a wielu dorosłych wokół nich kłamie, kiedy mówią, że lubią to, co robią.

Najgroźniejszymi kłamcami mogą być sami rodzice dzieci. Podejmując nudną pracę po to, żeby zapewnić swojej rodzinie wysoki poziom życia, jak robi wielu ludzi, można zaszczepić w swoich dzieciach przekonanie, że praca jest nudna. [2]  Rodzic, który własnym przykładem pokazuje, że da się kochać swoją pracę, może stanowić lepsze wsparcie dla dzieci niż drogi dom. [3]

Dopiero na studiach udało mi się oddzielić ideę pracy od "zarabiania na życie". Najważniejszą rzeczą przestało być, jak zarabiać pieniądze, a zaczęło, jakiej pracy się poświęcić. Byłoby idealnie, gdyby jedno i drugie się pokrywało, ale niektóre spektakularne przypadki graniczne (na przykład Einstein, który pracował w urzędzie patentowym) dowodziły, że jedno nie jest tożsame z drugim.

Teraz definicja pracy zaczęła dla mnie oznaczać, żeby wnieść swój własny wkład w świat, a w międzyczasie nie umrzeć z głodu. Niestety, na skutek wieloletniego przyzwyczajenia, nadal istotnym składnikiem moich wyobrażeń o pracy był ból. Wciąż wyglądało na to, że praca wymaga dyscypliny, bo tylko trudne do rozwiązania problemy przynoszą efektowne rezultaty, a przecież zmaganie się z trudnymi problemami to nie może być nic fajnego. Z pewnością trzeba się zmuszać, żeby nad nimi pracować.

Kiedy ktoś jest przekonany, że coś musi boleć, to jest mniejsza szansa, że się zorientuje, jeśli będzie to coś robić źle. To dobre podsumowanie moich doświadczeń ze szkołą wyższą.

Granice

Jak bardzo należy lubić to, co się robi? Nie wiedząc tego, nie będziesz wiedział, kiedy przestać szukać. A jeśli, jak większość ludzi, ustawisz poprzeczkę zbyt nisko, to jest duże ryzyko, że zbyt wcześnie zakończysz poszukiwania. Skończy się tak, że będziesz wykonywać zawód, który wybrali ci rodzice albo pokieruje tobą chęć zarabiania pieniędzy, pragnienie prestiżu czy zwykła bezwładność.

Oto górna granica: robienie tego, co się kocha, nie polega na robieniu tego, na co masz ochotę w danej konkretnej chwili. Pewnie nawet Einstein miał momenty, kiedy miał ochotę na przerwę na kawę, ale mówił sobie, że najpierw musi skończyć to, co robi.

Dawniej czytając o ludziach, którzy tak bardzo lubią swoją pracę, że nie chcą robić nic innego, czułem się skonsternowany. Ja chyba nie miałem czegoś, co lubiłbym robić aż tak. Gdybym miał do wyboru (a) spędzić najbliższą godzinę wykonując jakąś pracę lub (b) teleportować się do Rzymu i spędzić tę godzinę spacerując, to czy istnieje jakakolwiek praca, którą bym w takiej sytuacji wybrał? Szczerze mówiąc - nie.

Ale prawda jest taka, że niemal każdy wolałby w dowolnie wybranej chwili snuć się po Karaibach, uprawiać seks albo zajadać jakieś pyszne danie, niż pracować nad trudnymi do rozwiązania problemami. Zasada dotycząca robienia tego, co kochamy, zakłada pewną perspektywę czasową. Nie oznacza, że mamy robić to, co nas najbardziej uszczęśliwi w danej chwili, ale to, co uszczęśliwi nas w dłuższym okresie, takim jak tydzień czy miesiąc.

Bezproduktywne przyjemności w końcu się przejadają. Po jakimś czasie człowiek męczy się leżeniem na plaży. Jeśli chce być dalej szczęśliwy, musi coś zrobić.

Jeśli chodzi o dolną granicę, to trzeba lubić swoją pracę bardziej niż jakąkolwiek bezproduktywną przyjemność. Trzeba lubić to, co się robi, na tyle, żeby pojęcie „wolnego czasu” wydawało się nieuzasadnione. Co nie znaczy, że trzeba cały swój czas poświęcać pracy. Człowiek może pracować tylko przez pewien określony czas – później się męczy i zaczyna popełniać błędy. Nadchodzi moment, że ma ochotę zająć się czymś innym — nawet jeśli to będzie jakieś bezmyślne zajęcie. Jednak nie postrzega tego momentu jako nagrody, a czasu spędzonego na pracy jako cierpienia, które znosi tylko po to, żeby na tę nagrodę zasłużyć.

Dolną granicę wyznaczam w tym miejscu ze względów praktycznych. Jeśli praca nie jest twoim ulubionym zajęciem, to czekają cię okropne problemy, bo będziesz wiecznie odkładać wszystko na później. Będziesz zmuszać się do pracy, a wtedy rezultaty zawsze są wyraźnie gorsze.

Wydaje mi się, że aby być szczęśliwym, człowiek musi nie tylko robić coś, co lubi, ale także coś, co go zachwyca. Musi być w stanie na koniec powiedzieć: wow, zrobiłem coś naprawdę fajnego! Nie znaczy to wcale, że trzeba coś fizycznie stworzyć. Kiedy nauczysz się latać paralotnią albo płynnie opanujesz język obcy, wystarczy, że będziesz miał ochotę powiedzieć - przynajmniej przez jakiś czas – wow, ale super! Potrzebny jest jednak jakiś sprawdzian.

Jedną z rzeczy która nie przechodzi go pomyślnie - jest czytanie książek.
Z wyjątkiem niektórych książek z dziedziny matematyki i nauk ścisłych nie istnieje sprawdzian, który pokazywałby, jak dobrze ktoś przeczytał książkę, dlatego samo czytanie książek niespecjalnie przypomina pracę. Żeby mieć poczucie produktywności, trzeba zrobić coś z tym, co się przeczytało.

Najlepszy jest chyba sprawdzian, o którym opowiedział mi Gino Lee: staraj się robić rzeczy, które sprawią, że twoim znajomym wyrwie się okrzyk „wow!”. Ale ten sprawdzian zaczyna działać dopiero od, mniej więcej, 22 roku życia, bo przed osiągnięciem tego wieku większość ludzi nie dysponuje wystarczająco dużą pulą znajomych.

Syreny

Czego nie należy robić - to przejmować się zdaniem kogokolwiek, poza swoimi znajomymi. Nie warto martwić się o prestiż. Prestiż to właśnie zdanie wszystkich innych. Jeśli możesz zapytać o zdanie osoby, których osąd szanujesz, to co ci z tego, że weźmiesz pod uwagę zdanie ludzi, których nawet nie znasz? [4]

Łatwo to komuś poradzić. Trudniej stosować tę zasadę, zwłaszcza gdy jest się młodym. [5]  Prestiż jest jak potężny magnes, który jest w stanie zakrzywić nawet twoje przekonanie o tym co sprawia ci frajdę. Powoduje, że nie robimy tego, co lubimy, tylko to, co chcielibyśmy lubić.

Na przykład właśnie to skłania ludzi do pisania powieści. Ludzie lubią czytać powieści. Widzą też, że ci, którzy je piszą, dostają nagrody Nobla. Myślą więc: czyż może być coś bardziej wspaniałego od bycia pisarzem? Ale nie wystarczy, że komuś spodoba się pomysł zostania pisarzem. Żeby być w tym dobrym, trzeba też lubić samą pracę, na której polega pisanie powieści. Trzeba lubić wymyślać szczegółowe i wyszukane kłamstwa.

Prestiż to tylko skamieniała forma inspiracji. Jeśli będziesz coś robić wystarczająco dobrze, to ty sprawisz, że to coś stanie się prestiżowe. Wiele rzeczy, które dziś uznajemy za prestiżowe, początkowo zupełnie takie nie było. Na przykład muzyka jazzowa – choć pewnie dotyczy to prawie każdej uznanej formy sztuki. Wystarczy więc po prostu robić to, co się lubi, a prestiż przyjdzie sam.

Prestiż jest szczególnie niebezpieczny dla ludzi ambitnych. Jeśli chcesz, żeby człowiek ambitny marnował czas i rozmieniał się na drobne, to załóż na haczyk przynętę prestiżu. W ten sposób można skłonić ludzi, żeby wygłaszali przemówienia, pisali przedmowy, zasiadali w komisjach, zostawali szefami działów i tak dalej. Możliwe, że dobrym pomysłem jest całkowite unikanie prestiżowych zadań. W końcu, gdyby nie były beznadziejne, nie trzeba byłoby ich otaczać nimbem prestiżu.

Podobnie, jeśli dwa rodzaje pracy wydają ci się jednakowo zachwycające, ale jedna z nich jest bardziej prestiżowa, to prawdopodobnie warto wybrać tę drugą. Na nasze zdanie na temat tego, co zasługuje na zachwyt, zawsze delikatnie wpływa wrażenie prestiżu, więc jeśli dwa rodzaje pracy wydają ci się równie atrakcyjne, to prawdopodobnie twoje uznanie dla tej mniej prestiżowej z nich jest bardziej autentyczne.

Inna wielka siła która sprowadza ludzi na manowce to pieniądze. Pieniądze same w sobie nie są aż tak niebezpieczne. Kiedy praca jest dobrze płatna, ale pogardzana, jak telemarketing, prostytucja czy zajęcie prawnika, prowadzącego moralnie wątpliwe sprawy nie stanowi pokusy dla ludzi ambitnych. Tego rodzaju prace wykonują ludzie, którzy „po prostu próbują zarobić na życie”. (Porada: unikaj wszelkich zawodów gdzie, ludzie praktykujący je, tak mówią.) Niebezpiecznie robi się wtedy, gdy pieniądze idą w parze z prestiżem, jak w przypadku prawników korporacyjnych czy lekarzy. Stosunkowo bezpieczne i zapewniające dostatek zawody, którym niejako automatycznie przypisany jest prestiż, stanowią groźną pokusę dla młodych osób, które nie przemyślały jeszcze dobrze, co naprawdę lubią robić.

Dobrym sprawdzianem, który pokazuje, czy ktoś kocha to, co robi, jest zadanie mu pytania, czy robiłby to nawet bez wynagrodzenia, gdyby był zmuszony wykonywać inny zawód, żeby zarabiać na życie. Ilu prawników korporacyjnych dalej wykonywałoby swoją pracę, gdyby musieli to robić za darmo, w czasie wolnym i oprócz tego pracować np. jako kelnerzy, żeby się utrzymać?

Ten sprawdzian szczególnie przydaje się, gdy ktoś ma wybrać między różnymi rodzajami pracy na uczelni, ponieważ pod tym względem dziedziny studiów znacznie się między sobą różnią. Większość dobrych matematyków zajmowałaby się matematyką nawet, gdyby nie było wolnych stanowisk wykładowcy matematyki, podczas gdy w przypadku wydziałów znajdujących się po przeciwnej stronie spektrum dziedzin akademickich to właśnie dostępność stanowisk profesorskich jest czynnikiem napędzającym: każdy wolałby być wykładowcą na filologii angielskiej niż pracować w agencji reklamowej, a o takie stanowiska walczy się publikując artykuły naukowe. Matematyka byłaby uprawiana nawet wtedy, gdyby nie było wydziałów matematycznych, ale to istnienie kierunków takich jak anglistyka, a co za tym idzie zawodu wykładowcy na tych kierunkach, powołuje do życia te tysiące okropnie nudnych artykułów poświęconych płci i tożsamości w powieściach Conrada. Nikt nie robi dla frajdy czegoś takiego.

Błędne rady udzielane przez rodziców będą często przywiązywać zbyt dużą wagę do pieniędzy. Można chyba bezpiecznie założyć, że jest więcej studentów, którzy chcą zostać pisarzami, a których rodzice chcą, żeby zostali lekarzami, niż takich, którzy chcą być lekarzami, a ich rodzice chcą, żeby byli pisarzami. Dzieci zwykle uważają, że ich rodzice są „materialistami”. Niekoniecznie. Wszyscy rodzice zwykle przyjmują bardziej konserwatywną postawę wobec swoich dzieci niż przyjmowaliby wobec siebie, po prostu dlatego, że jako rodzicom przypada im w udziale więcej ryzyka niż satysfakcji. Jeśli twój ośmioletni syn postanowi wleźć na wysokie drzewo, albo gdy twoja nastoletnia córka zacznie się umawiać z typkiem spod ciemnej gwiazdy, ty nie będziesz mieć żadnego udziału w ekscytacji, jaka towarzyszy tym zajęciom. Natomiast jeśli twój syn spadnie, a twoja córka zajdzie w ciążę, to ty będziesz musiał ponieść konsekwencje.

Dyscyplina

Gdy tak potężne siły chcą nas sprowadzić na manowce, nic dziwnego, że tak trudno jest nam odkryć, nad czym lubimy pracować. Większość ludzi już w dzieciństwie jest skazana na niepowodzenie, bo przyjmuje za prawdę aksjomat: praca = ból.
Ci, którym uda się tego uniknąć, niemal bez wyjątku będą kuszeni przez prestiż lub pieniądze. Ile osób w ogóle odkrywa swój ulubiony rodzaj pracy? Może jakieś kilkaset tysięcy, spośród miliardów.

Trudno znaleźć pracę, którą się kocha; najwyraźniej tak jest, skoro tak niewielu ludziom się to udaje. Więc nie lekceważ tego zadania. Nie warto też robić sobie wyrzutów, jeśli jeszcze nam się nie udało. Tak naprawdę ktoś, kto przyznał się przed samym sobą, że jest niezadowolony z tego, co robi, jest już o krok przed większością ludzi, którzy nadal wypierają ten fakt ze świadomości. Jeśli twoi koledzy z pracy twierdzą, że lubią swoją pracę, a ty sądzisz, że jest godna pogardy, to jest duża szansa, że to oni okłamują sami siebie. Nie musi tak być, ale to prawdopodobne.

Chociaż osiąganie świetnych wyników w pracy wymaga mniejszej dyscypliny, niż się ludziom wydaje - bo sposobem na dobre wyniki jest znalezienie czegoś, co lubimy robić tak bardzo, że nie będziemy musieli się do tego zmuszać - to samo znalezienie takiej pracy, którą będziemy kochać, zwykle wymaga dyscypliny. Niektórzy mają to szczęście, że wiedzą, co chcą robić w życiu już mając 12 lat i po prostu suną do przodu, jakby jechali po torach. Ale to raczej wyjątki. Częściej droga zawodowa osób, które robią w życiu wspaniałe rzeczy, przypomina trajektorię piłeczki pingpongowej. Idą na studia na kierunek A, porzucają je, żeby zatrudnić się w pracy B, a potem stają się sławni dzięki pracy C, którą zaczęli wykonywać na boku.

Bywa, że przeskakiwanie z jednej pracy na drugą jest oznaką energii, choć czasami może być oznaką lenistwa. Odpuszczasz, czy śmiało wytyczasz nowe drogi? Często człowiek sam nie wie tego na pewno. Mnóstwo ludzi, którzy później będą robić wspaniałe rzeczy, początkowo rozczarowuje, starając się dopiero odnaleźć swoją niszę.

Czy jest jakiś test, który pozwala sprawdzić, czy jesteśmy uczciwi względem samych siebie? Można na przykład starać się robić dobrze wszystko, co się robi, nawet jeśli nam się to nie podoba. Wtedy przynajmniej będziemy wiedzieć, że nie wykorzystujemy braku zadowolenia jako pretekstu, żeby się lenić. A co ważniejsze, robienie wszystkiego dobrze wejdzie nam w krew.

Inny test, który może się sprawdzić, to „bądź cały czas produktywny”. Powiedzmy, że masz pracę, której nie traktujesz poważnie, bo chcesz zostać pisarzem – ale czy jesteś produktywny? Czy piszesz kolejne strony swojej powieści, nawet jeśli są słabe? Dopóki będziesz coś pisał, będziesz wiedział, że mglista wizja wielkiej powieści, którą kiedyś napiszesz, nie jest tylko ułudą. Jej wizję przesłoni ci to, co faktycznie piszesz - co jest aż nadto namacalnie słabe.

„Cały czas bądź produktywny” to również heurystyczny sposób na znalezienie pracy, którą pokochasz. Poddanie się temu nakazowi automatycznie odsunie cię od rzeczy, nad którymi wydaje ci się, że powinieneś pracować, w kierunku tych, które naprawdę lubisz. Zasada „cały czas bądź produktywny” pozwoli ci odkryć pracę swojego życia w taki sam sposób, jak woda, dzięki grawitacji, znajduję dziurę w dachu.

Oczywiście samo dojście do tego, jaką pracę lubimy, nie oznacza, że uda nam się ją wykonywać. To osobna kwestia. A jeśli jesteś ambitny, to musisz oddzielić od siebie te dwie rzeczy: musisz świadomie starać się nie dopuścić tego, żeby twoje wyobrażenie na temat tego, co chcesz robić, zostało skażone przez to, co wydaje ci się możliwe do realizacji. [6]

Bolesną jest świadomość, że to dwie różne rzeczy; bolesną - bo pokazuje jak wielka jest między nimi przepaść. Dlatego większość ludzi na wszelki wypadek obniża swoje oczekiwania. Na przykład gdyby zapytać przypadkowych ludzi na ulicy, czy chcieliby umieć rysować jak Leonardo da Vinci, to większość odpowie mniej więcej coś takiego: „Ale ja nie potrafię rysować”. Jest to bardziej deklaracja dotycząca zamiarów niż stwierdzenie faktu: oznacza, że nie zamierzają spróbować. Bo prawda jest taka, że gdyby wziąć przypadkową osobę z ulicy i w jakiś sposób nakłonić ją, żeby przez kolejne dwadzieścia lat pilnie uczyła się rysunku, to ktoś taki zaszedłby zaskakująco daleko. Wymagałoby to jednak ogromnego wysiłku moralnego, oznaczałoby bowiem, że ktoś taki codziennie przez wiele lat będzie spoglądał w oczy porażce. Żeby się przed tym uchronić, ludzie mówią: „Nie potrafię”.

Często można usłyszeć też inne, podobne stwierdzenie: że nie każdy może mieć pracę, którą kocha — przecież ktoś musi wykonywać te mniej przyjemne zawody. Naprawdę? A kto go do tego zmusi? W Stanach Zjednoczonych jedynym mechanizmem umożliwiającym zmuszenie kogoś, żeby wykonywał jakąś nieprzyjemną pracę jest wprowadzenie nakazu pracy, podobnego do poboru do wojska, a mechanizm ten nie był stosowany już od ponad 30 lat. Można jedynie zachęcać ludzi do wykonywania nieprzyjemnych prac za pomocą pieniędzy i prestiżu.

Jeśli mimo to nikt nie będzie chciał się podjąć jakiegoś zajęcia, to społeczeństwo po prostu będzie musiało się bez niego obejść. Tak było z zawodem służącej. Przez setki lat był to kanoniczny przykład zawodu, który „ktoś musi wykonywać”. A jednak w połowie XX wieku w bogatych krajach służące praktycznie zniknęły, a bogaci ludzie po prostu musieli zacząć się bez nich obchodzić.

Więc choć możliwe, że istnieje kilka zajęć, które ktoś musi wykonywać, to jest jednak duża szansa, że kiedy ktoś wypowiada się tak o jakimś konkretnym zawodzie, to jest w błędzie. Gdyby nikt nie chciał wykonywać nieprzyjemnych prac, to większość z nich zostałaby zautomatyzowana albo po prostu pozostałaby niezrobiona.

Dwie drogi

Stwierdzenie, że „nie każdy może wykonywać pracę, którą kocha” jest jednak aż nazbyt prawdziwe w innym sensie. Człowiek musi zarabiać na życie, a trudno jest dostawać zapłatę za robienie tego, co się kocha. Do tego celu prowadzą dwie drogi.

Droga organiczna: w miarę zdobywania coraz większej renomy, trzeba stopniowo zwiększać udział tych aspektów swojej pracy, które się lubi, kosztem tych, których się nie lubi.

Droga dwóch zajęć: robić to, czego się nie lubi, żeby zdobyć pieniądze i móc robić to, co się lubi.

Powszechniejsza jest droga organiczna. W naturalny sposób dotyczy każdego, kto dobrze wykonuje swoją pracę. Młody architekt musi się podejmować każdego zlecenia, które mu się trafi, ale jeśli będzie mu dobrze szło, to stopniowo będzie mógł zacząć wybierać sobie projekty. Wadą tej drogi jest jej powolność i niepewność. Nawet stały etat nie daje prawdziwej wolności.

Droga dwóch zajęć ma kilka wariantów, w zależności od tego, ile czasu naraz poświęcamy na pracę dla pieniędzy. Jedna skrajność to pracować przez osiem godzin dziennie w jakiejś zwykłej pracy, po to żeby zarabiać pieniądze, a następnie robić to, co się lubi, w wolnym czasie. Z kolei druga skrajność to pracować w jakimś zawodzie tak długo, aż zarobimy wystarczająco dużo, żeby już nigdy nie musieć pracować dla pieniędzy.

Droga dwóch zajęć jest mniej rozpowszechniona niż droga organiczna, ponieważ wymaga dokonania świadomego wyboru. Jest też bardziej niebezpieczna. W miarę jak się starzejemy, życie często robi się coraz droższe i łatwo może się zdarzyć, że praca dla pieniędzy wciągnie nas bardziej niż oczekiwaliśmy. Co gorsza, praca którą wykonujemy nas zmienia. Zbyt długa praca nad czymś nudnym jest ogłupiająca. A najbardziej niebezpieczne są najlepiej płatne prace, bo wymagają poświęcenia całej uwagi.

Droga dwóch zajęć ma tę zaletę, że pozwala przeskakiwać nad przeszkodami. Krajobraz potencjalnych miejsc pracy nie jest płaski: różne zajęcia są od siebie oddzielone ścianami o różnej wysokości. [7]  Jeśli zarabiamy pieniądze robiąc jedną rzecz, a następnie zajmujemy się drugą, mamy większą swobodę wyboru.

Którą drogę powinieneś wybrać? To zależy od tego, na ile jesteś pewien, co chcesz robić, czy potrafisz przyjmować polecenia od innych, na jakie ryzyko jesteś gotów i jakie są szanse, że ktoś zapłaci (kiedyś, na przestrzeni twojego życia) za to, czym chcesz się zajmować. Jeśli jesteś pewien, w jakiej ogólnie dziedzinie chcesz pracować i jest to coś, za co ludzie prawdopodobnie będą chcieli ci płacić, to pewnie powinieneś wybrać drogę organiczną. Ale jeśli nie wiesz, czym chcesz się zajmować lub nie lubisz przyjmować poleceń od innych, to być może zechcesz wybrać drogę dwóch zajęć – o ile jesteś gotów na ryzyko.

Nie decyduj zbyt wcześnie. Dzieci, które na wczesnym etapie wiedzą, co chcą robić w życiu, wzbudzają podziw – to trochę tak, jakby znalazły rozwiązanie jakiegoś zadania matematycznego wcześniej niż inne dzieci. Owszem, mają odpowiedź, ale są duże szanse, że jest błędna.

Moja znajoma, uznana lekarka, ciągle narzeka na swoją pracę. Kiedy ktoś, kto stara się o przyjęcie na studia medyczne prosi ją o radę, ma ochotę potrząsnąć nim i krzyknąć: „Nie rób tego!”. (Ale nigdy tego nie robi). Jak to się stało, że znalazła się w takiej nieciekawej sytuacji? Już w liceum chciała zostać lekarką. Jest tak ambitna i zdeterminowana, że pokonała wszystkie przeszkody na drodze do tego celu, w tym – niestety – fakt, że nie lubi tej pracy.

Dziś wiedzie życie, które wybrała dla niej uczennica liceum.

Będąc młodym, człowiek ma wrażenie, że zanim będzie musiał dokonać jakiegoś wyboru, otrzyma wystarczającą ilość informacji, żeby go dokonać. Tylko że z całą pewnością nie jest tak z pracą. Podejmując decyzję, co robić w życiu, musimy się opierać na absurdalnie niekompletnych informacjach. Nawet będąc na studiach człowiek nie ma pojęcia, jak wygląda praca w różnych zawodach. W najlepszym razie odbywa się kilka staży, ale nie we wszystkich zawodach jest taka możliwość, a tam, gdzie jest, na stażu można się nauczyć mniej więcej tyle, ile podając piłki nauczymy się o grze w piłkę nożną.

Przy projektowaniu swojego życia, podobnie jak przy projektowaniu większości innych rzeczy, lepsze wyniki można osiągnąć stosując elastyczne narzędzia. Więc jeśli nie jesteś pewien, co chcesz robić w życiu, najlepszym rozwiązaniem może być wybór takiej pracy, która będzie mogła ewoluować w kierunku drogi zawodowej typu organicznego lub dwóch zajęć. Pewnie po części właśnie dlatego wybrałem informatykę. Można po niej  zostać wykładowcą, można zarabiać dużo pieniędzy albo płynnie przejść do dowolnej liczby innych rodzajów pracy.

Na samym początku dobrze jest też szukać zajęć, które pozwalają robić wiele różnych rzeczy, dzięki czemu można szybciej dowiedzieć się, jak wyglądają różne prace. I odwrotnie – wybór skrajnej wersji, czyli drogi dwóch zajęć, jest niebezpieczny, bo niewiele dowiemy się o tym, co naprawdę lubimy. Jeśli przez dziesięć lat ciężko pracujesz jako makler giełdowy, myśląc, że gdy zgromadzisz wystarczająco dużo pieniędzy rzucisz to i zaczniesz pisać powieści, to co będzie, jeśli rzuciwszy pracę okaże się, że jednak wcale nie lubisz pisać powieści?

Większość ludzi powiedziałaby: proszę bardzo. Dajcie mi milion dolarów, już ja wymyślę, co robić. Ale to trudniejsze, niż się wydaje. Ograniczenia nadają życiu kształt. Gdy je usunąć, większość ludzi zupełnie nie ma pojęcia, co robić: wystarczy spojrzeć, co dzieje się z osobami, które wygrały na loterii albo odziedziczyły majątek. Choć wszystkim ludziom wydaje się, że pragną bezpieczeństwa finansowego, to najszczęśliwsi nie są ci, którzy je mają, tylko ci, którzy lubią to, co robią. Tak więc plan, który niesie obietnicę wolności kosztem wiedzy, co z tą wolnością zrobić, może wcale nie być taki dobry.

Niezależnie od tego, którą drogę wybierzesz, powinieneś wiedzieć, że będzie ciężko. Znaleźć pracę, którą będziemy lubić, jest bardzo trudno. Większości ludzi się to nie udaje. Nawet jeśli tobie się uda, to rzadko zdarza się to przed trzydziestką lub czterdziestką. Ale kiedy masz cel w zasięgu wzroku, masz większą szansę do niego dotrzeć. Jeśli wiesz, że potrafisz kochać pracę, to jesteś już na ostatniej prostej, a jeśli wiesz, jaką pracę kochasz, jesteś praktycznie na miejscu.


Przypisy

[1]

Dziś robimy odwrotnie: kiedy każemy dzieciom wykonywać nudne zadania, np. powtarzalne ćwiczenia z arytmetyki, zamiast szczerze przyznać, że są nudne, staramy się ukryć ten fakt pod powierzchownymi dekoracjami.

[2]

Pewien ojciec opowiedział mi o podobnym zjawisku: ukrywał przed rodziną, jak bardzo lubi swoją pracę. Kiedy chciał iść do biura w sobotę, łatwiej było mu powiedzieć, że z tego czy innego powodu „musi” iść do pracy, zamiast przyznać, że woli pracować niż zostać z rodziną w domu.

[3]

Podobnie jest z przedmieściami. Rodzice przenoszą się na przedmieścia, żeby wychowywać dzieci w bezpiecznym środowisku, ale przedmieścia są tak nudne i sztuczne, że gdy dzieci mają piętnaście lat są już przekonane, że cały świat jest nudny.

[4]

Nie twierdzę, że znajomi powinni być jedynymi odbiorcami twojej pracy. Im większej liczbie osób uda ci się pomóc, tym lepiej. Ale znajomi powinni być twoim kompasem.

[5]

Donald Hall powiedział, że młodzi poeci na dorobku nie mają racji obsesyjnie dążąc do publikacji swoich utworów. Ale wyobraźmy sobie, co dla dwudziestoczterolatka znaczyłoby ukazanie się jego wiersza w New Yorkerze. Teraz dla spotkanych na imprezach ludzi jest prawdziwym poetą. Wprawdzie nie jest ani lepszy, ani gorszy niż wcześniej, ale dla takiej nieobeznanej publiczności aprobata oficjalnego autorytetu wszystko zmienia. Problem jest więc bardziej skomplikowany, niż sądzi Hall. Młodym tak bardzo zależy na prestiżu, ponieważ ci, którym chcą zaimponować, niespecjalnie znają się na rzeczy.

[6]

Jest to analogiczna zasada do tej, która mówi, że nasze pragnienia dotyczące rzeczywistości nie powinny wpływać na nasze przekonanie o tym, jaka ona jest. Większość ludzi pozwala, żeby jedno dość swobodnie mieszało się z drugim. Utrzymująca się popularność religii jest tego najbardziej widoczną oznaką.

[7]

Dokładniejszą metaforą byłoby stwierdzenie, że graf miejsc pracy nie jest bardzo spójny.

Podziękowania dla Trevora Blackwella, Dana Friedmana, Sarah Harlin, Jessiki Livingston, Jackie McDonough, Roberta Morrisa, Petera Norviga, Davida Sloo i Aarona Swartza za zapoznanie się z roboczymi wersjami tego tekstu.